pixel
MTB Bieszczady Jasło

“Bieszczady” – już sama nazwa przywołuje w mojej głowie wizję dzikich krajobrazów, ciągnących się kilometrami grzbietów o stromych zboczach, a u góry niemalże płaskich, zajmowanych tylko przez zielone połoniny. Brzmi to jak kraina wprost stworzona do MTB, no istny rowerowy raj. Ale czy tak jest naprawdę?

W tym rozkosznym wyobrażeniu utwierdza nas fragment filmu „Path Finder”, w pierwszych scenach Mariusz Bryja i Tomasz Dębiec lecą po naturalnych bieszczadzkich singletrackach jak dziki za truflą!

Bieszczadzki Park Narodowy, a rowerzyści

Zapał od samego początku ostudzić może fakt, że większa część pasma Bieszczadów (a dokładniej ich polskiej części, czyli Bieszczadów Zachodnich), w tym najciekawsze i najwyższe szczyty znajdują się na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. W BdPN poruszanie się rowerem po szlakach pieszych jest zabronione. Natomiast wytyczone trasy rowerowe biegną wyłącznie drogami publicznymi licząc „aż” 55km, więc nie obraź się, ale zostaną one całkowicie pominięte w tym wpisie.

Mamy swoje zdanie na temat takiej polityki, ale to nie na ten moment. Nie popieramy natomiast łamania przepisów jakkolwiek głupie by one nie były. Wszelkie marzenia o dzikich tripach trzeba więc realizować poza granicami parku.

Baza wypadowa

Najlepiej zlokalizowana względem zaplanowanych tras jest miejscowość Cisna. Choć w sezonie jest bardzo mocno oblegana turystycznie, oazą spokoju okazał się być kemping Tramp. Z opcji noclegowych dostępne są pokoje i pole namiotowe – my wybraliśmy to drugie. Na terenie kempingu znajduje się wiata i sanitariaty z prysznicami (ciepły – 5zł, zimny bezpłatnie 😉 ).

Atmosfera jest bardzo przyjazna. W trakcie naszego pobytu codziennie wieczorem rozpalane było ognisko, przy którym toczyły się ciekawe rozmowy. W jakiś dzień rano ktoś organizował wspólną jogę.

Przemili ludzie, którzy opiekują się kempingiem znaleźli miejsce na nasze rowery kiedy chcieliśmy wyskoczyć na całodniowy trekking na połoniny. Na plus także bliskość strumienia, w którym można spłukać maszyny z błota, którego akurat mieliśmy pod dostatkiem.

Jeśli chodzi o zaplecze gastronomiczne absolutnym punktem obowiązkowym w Cisnej jest Bar Siekierezada. Specyficzną atmosferę tego miejsca ciężko porównać z czymkolwiek innym, dla nas był idealnym dopełnieniem Bieszczadzkiego klimatu.

W sąsiedniej miejscowości Dołżyca wyjątkowym miejscem jest “Hipisówka”. Warto przyjrzeć się organizowanym przez ekipę wydarzeniom muzycznym! A jeśli jesteś tylko przejazdem możesz się zaopatrzyć w pyszne lokalne trunki (piwa, ziołowe nalewki, absynt). Robią też pyszny domowy chleb i świetną kawę.

Jaki rower?

Optymalnym wyborem będzie rower trailowy lub enduro, choć na większości tras górski sztywniak też dałby sobie radę (oczywiście nie bez umiejętności ridera). Ze względu na dosyć syte podjazdy zjazdówka naszym zdaniem będzie przesadą, ale co kto lubi. Nie głupie wydaje się też zabranie E-bike’a jeśli takiego posiadasz, na pewno zwiększy to Twój dzienny zasięg. Nie wybieraj się na poniższe wycieczki rowerem turystycznym – prosimy.

Bikepacking MTB w Bieszczadach

Co zabrać?

Na proponowanych trasach nie ma żadnych schronisk lub innych miejsc gdzie można by uzupełnić zapasy więc weź ze sobą odpowiednią ilość prowiantu i wody.

Pamiętaj sprawdzeniu prognozy pogody i dostosowaniu swojej odzieży do zapowiadanych warunków (może warto wrzucić do plecaka kurtkę przeciwdeszczową lub coś cieplejszego na zjazd).

Weź dokumenty na wypadek spotkania ze strażą graniczną. Raczej nie powinni robić problemów, lecz miej na uwadze, że po Słowackiej stronie Bieszczad nie można poruszać się na rowerze.

W paśmie granicznym praktycznie nie ma zasięgu telefonii komórkowej – pamiętaj o tym przy planowaniu nawigacji. Jeśli używasz smartfona to upewnij się, że masz ściągnięte mapy offline, ale papierowa mapa to podstawa.

3 pomysły na tripy enduro MTB w Bieszczadach

1. Bieszczadzki klasyk enduro: Jasło

Trasa: Cisna – Przełęcz nad Roztokami Górnymi – Okrąglik – Duże Jasło – Małe Jasło – Cisna
Odległość: 22 km
Deniwelacja: 825m

Pobierz GPX: Jasło

Opis

Zaczynamy z Cisnej i kierujemy się szosą w stronę miejscowości Majdan. Za przejazdem kolejowym skręcamy w lewo na Roztoki Górne i zaczynamy dosyć nudny asfaltowy podjazd 8km do położonej na granicy Przełęczy nad Roztokami (Ruske Seldo).

Na przełęczy odbijamy w lewo na czerwony szlak i zaczynamy podjazd na Okrąglik (Kruhliak). Na zmianę łopian i las – raz stromiej, raz mniej, a momentami nawet trochę w dół. Najcięższy jest ostatni odcinek, który zwykle kończy się wypychem (lub wnoszeniem roweru), ale zapowiada bliskość szczytu.

Z Okrąglika dalej podjazd (już mniej stromy) czerwonym szlakiem na Duże Jasło. Po osiągnięciu szczytu kontynuujemy przyjemnym naturalnym singlem z pięknymi widokami, grzbietem na Małe Jasło – to krajobrazowa kwintesencja wycieczki. Później czeka Cię już tylko techniczny i satysfakcjonujący zjazd do Cisnej.

2. Bikepacking z noclegiem na Płaszy

Trasa: Cisna – Przełęcz nad Roztokami Górnymi – Okrąglik – Płasza – Rabia Skała – Paprotna – Cisna
Odległość: 47 km
Deniwelacja: 1666m

Pobierz GPX: bikepacking Płasza

Opis

Dzień 1

Początek identyczny jak w pierwszej wycieczce – asfaltem docieramy do Przełęczy nad Roztokami i wspinamy się na Okrąglik. Dalej już kierujemy się w stronę przeciwną niż Jasło i jedziemy niebieskim szlakiem na szczyt Płaszy (w kierunku Rabiej Skały). Singiel dosyć frustrująco manewruje góra – dół, lecz widoki z odsłoniętego szczytu Płaszy wynagradzają trudy.

MTB w Bieszczadah - bickepacking na Płaszy

Na szczycie jest miejsce na komfortowe rozbicie namiotu i prowizorycznie wyznaczone miejsce na małe ognisko. Jeśli zejdziesz kawałek dalej niebieskim szlakiem natrafisz na oznakowane źródło – perfekcyjne miejsce na spędzenie noclegu!

MTB w Bieszczadah - nocleg na Płaszy
Dzień 2

Ruszamy dalej niebieskim szlakiem w stronę Rabiej Skały. Po drodze wspinamy się na kolejny widokowy szczyt – Dziurkowiec. Przy dobrej pogodzie warto zrobić sobie tutaj mały postój, bo to ostatni punkt widokowy na trasie. Po dotarciu na Rabią Skałę odbijamy na szlak żółty i przez Paprotną kierujemy się w stronę Jawornika.

MTB w Bieszczadach - Dziurkowiec

Zjazd z Rabiej Skały należy do tych raczej syto nastromionych (szczególnie gdy przed pełnym opuszczeniem sztycy ogranicza cię bikepackingowa sakwa podsiodłowa). Bardzo uważaj na podchodzących pieszych (nie tylko żeby w nich nie wjechać, ale też na kamienie spod opon!).

W drogę powrotną chcemy przeskoczyć na “stokówki” (szutry biegnące trawersem po zboczach) idące równolegle do żółtego szlaku na zachód. Możesz przejechać szczyt Jawornika i znaleźć skrzyżowanie z leśnymi drogami. Możesz też, tak jak my poszukać drogi na skróty ( = “jesteśmy zgubieni”). My odbiliśmy w lewo w dół w najniższym punkcie przed podjazdem na Jawornik. Biegła tamtędy obiecująco zapowiadająca się leśna droga, niestety w dalszych odcinkach nieuprzątnięta po wycince. Tak czy inaczej Twoim celem jest “leśny szlak rowerowy Fereczata”, który bez większych niespodzianek zaprowadzi Cię z powrotem do Cisnej.

3. Zjazd z Łopiennika

Trasa: Cisna – Jabonki – Durna – Łopiennik – Dołżyca- Cisna
Odległość: 25 km
Deniwelacja: 1760m

Pobierz GPX: Łopiennik

Opis

Wyjeżdżamy z Cisnej na północ asfaltem do Jabłonek (około 9 km). Z Jabłonek ruszamy zielonym szlakiem na Berdo żeby za chwilę odbić na trasę rowerową – szutrem robimy wysokość aż do kolejnego skrzyżowania z zielonym. Tutaj można pokusić się o wypych szlakiem lub jechać dalej rowerowym i wyżej szukać połączenia ze szlakiem niebieskim poprzez jedną z leśnych dróg. Dróg, które istnieją na mapie, ale w rzeczywistości to… “jesteśmy zgubieni”.

W najgorszym wypadku trzeba się przedrzeć kawałek przez chaszcze do niebieskiego szlaku, którym zdobywamy pierwszy szczyt – Durną. Krótki zjazd i dalej czeka nas już tylko ostry podjazd na Łopiennik. Na koniec wisienka na torcie czyli syty zjazd pięknym singlem czarnego szlaku w kierunku Dołżycy – przewyższenie 520m! Powrót do Cisnej asfaltem.

Podsumowanie

Czy Bieszczady dały nam to, czego się spodziewaliśmy? Tak i nie. Ilość odcinków, gdzie można złapać “flow” w stosunku do pracy włożonej w dotarcie do nich zdecydowanie przeważa na tą drugą stronę. Nie było tak szybko i łatwo, jak nam się wydawało. Bieszczady dały nam wycisk, ale dały też niesamowite poczucie obcowania z naturą, bycia częścią tej dzikiej i pięknej krainy.

zachód słońca - Płasza

Krajobrazy bieszczadzkie uspokajają i dodają mocy. Poza tym – w tej części nie ma ludzi nawet w sezonie. Niech inni zadeptują Tarnicę, a my możemy się cieszyć dzikimi singlami w odosobnieniu. Jeśli nadarzy się okazja, chętnie kolejny raz zmierzymy się z Biesami!

W temacie...

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x