Vanlife, to coraz bardziej popularny trend na podróżowanie, pracę, a nawet życie na pełen etat w pojeździe przebudowanym wedle swoich potrzeb na dom na kółkach. Zastanawiasz się czy warto podjąć wyzwanie i zbudować własnego kampera?
Spis treści:
Choć “kamper” kojarzy nam się głównie z niemieckimi emerytami oblegającymi w lecie kempingi Europy, to w vanlifie chodzi o coś zgoła innego. To raczej poszukiwanie dzikich miejsc, z dala od głównych atrakcji turystycznych, obcowanie z naturą i bycie ciągle w drodze. Jakkolwiek romantycznie by to nie brzmiało i jak bardzo zdjęcia pod hashtagiem #vanlifenie rozpalałyby wyobraźni, warto do sprawy podejść racjonalnie. Wolność, jaką daje podróżowanie własnym busem, czy autem wyprawowym ma też swoją cenę. Mam nadzieję, że ten wpis pozwoli Ci odpowiedzieć na podstawowe pytania. Czy vanlife jest tym, czego pragniesz, i czy warto zbudować własnego kampera?
Vanlife, czyli wolność życia w drodze
Po co wkładać tyle wysiłku w budowę, a potem przemierzanie świata własnem kamperem? Żyjemy przecież wciąż w czasach tanich lotów i niemal wszędzie da się znaleźć budżetowe noclegi. Kwestie finansów to zupełnie oddzielny temat, bo vanlife nie równa się taniemu podróżowaniu. Jednak podróże samochodowe to przede wszystkim wolność, jakiej nie daje żaden inny sposób podróżowania. Jadąc własnym busem możesz dotrzeć tam, gdzie chcesz i kiedy chcesz. Na przykład zdala od głównych atrakcji i utartych turystycznych szlaków, gdzie toczy się prawdziwe życie mieszkańców odwiedzanego kraju.
Podróżując kamperem możesz dowolnie modyfikować swoją trasę, bo nie trzyma Cię żaden sztywny plan. Znalazłeś fajną atrakcję na mapie w pobliżu? Możesz zboczyć z trasy, aby ją zobaczyć. Zapowiada się zła pogoda? Możesz śmiało pojechać w inny region. Jeśli dodatkowo Twój kampervan wyposażony jest w panele słoneczne, kuchnię, zapasy jedzenia i wody, to jesteś samowystarczalny. Jesteś wówczas niezależny od infrastruktury turystycznej w regionie. A Vanlife to przede wszystkim bycie blisko natury.

Często na taki styl podóżowania decydują się osoby, z jakąś sportową zajawką (np. surferzy, wspinacze, rowerzyści). Samodzielnie zbudowany kamper możesz dopasować do swoich potrzeb i stylu życia. Dlatego znajdzie się tam miejsce na ulubiony sprzęt sportowy, przyrządy do treningu i inne rzeczy, jakie sobie wymarzysz. Oczywicie w granicach pojemności busa, bo Vanlife to jednak bardziej „być niż mieć”.
Czy vanlife jest dla wszystkich?
Niezależnie czy marzysz o życiu w vanie na pełen etat, czy masz w planach tylko wakacyjne wypady, warto zastanowić się, czy taka forma podróżowania będzie spełniać Twoje oczekiwania i potrzeby. Vanlife jest oczwiście dostępny dla wszystkich, ale nie każdy będzie czuł się w nim dobrze. Zanim rzucisz pracę w korpo i wszystkie swoje oszczędności przeznaczysz na zakup i budowę wymarzonego kampervana zastanów się:
Jak wyglądają teraz Twoje podróże?
Dużo czasu spędzam pod namiotem i posiadanie własnego mobilnego dachu nad głową wydaje się bardziej luksusem, niż niewygodą.
Jesteś na dobrej drodze, ale pamiętaj, że w porównaniu do namiotu i plecaka posiadanie kampera to większe wydatki na: paliwo, utrzymanie i serwis samochodu, czy opłaty kempingowe. To też dodatkowe obowiązki, których nie masz pod namiotem jak utylizacja szarej wody i toalety, logistyka noclegu i czasem długie godziny za kółkiem. Musisz się też liczyć z ewentualnymi usterkami i dobrze jakbyś wiedział jak radzić sobie z podstawowymi problemami na trasie.
Wakacje spędzam głównie w hotelach, pierwszy nocleg “na dziko” jeszcze przede mną.
Mimo to, jeśli czytasz ten artykuł to pewnie chciałbyś spróbować. Możesz zacząć małymi krokami – spakuj namiot i podstawowe rzeczy na biwak do swojego samochodu i wybierz się gdzieś na weekend. Przekonaj się czy poranna kawa z widokiem wynagradza niewygody podróży i brak prysznica. Następnym krokiem może być wynajęcie już przerobionego busa w jednej z firm np. VANDALVAN lub przez portal Camptoo.
Jak chcesz, aby wyglądały Twoje podróże w przyszłości?
W podróży chcę przede wszystkim odpoczywać w ładnych miejscach. Chcę mieć święty spokój i niczym się nie martwić, mam dość problemów na codzień.
Doskonale rozumiem potrzebę resetu głowy od codzienności. Jednak vanlife to też problemy, tylko inne. Trzeba będzie ogarnąć zorganizowanie noclegu, zapasów, nieprzewidziane awarie itp. Czasem właśnie to skupienie na podstawowych kwestiach pozwala nabrać dystansu do problemów zostawionych w domu. Niektórych to odpręży, a innych będzie irytować. Każdy ma inny styl życia i nie ma gorszych, ani lepszych w tym temacie.
Ciągnie mnie w nieznane! Liczy się dla mnie niezależność i wolność w podróżowaniu, nawet jeśli okupione jest to pewnymi niewygodami i wysiłkiem.
Jeśli jesteś swiadomy, że własny kampervan to nie tylko rurki z kremem i piękne zdjęcia na instagram, to witaj w klubie vanlifersów! Być może już bliska jest Ci idea „slow travel”. Kiedy w podróży czerpiemy satysfakcję z przeżytych doświadczeń i wrażeń, a nie z zaliczonych punktów „must-see”. Wtedy to droga sama w sobie staje się naszym celem.

Typowe problemy podróżowania własnym kamperem
A teraz spójrz na listę potencjalnych wyzwań, które mogą Cię spotkać podczas vanlife’u. Zastanów się czy masz wystarczająco energii aby stawiać im czoła. Czy na pewno nie odbierze Ci to radości z podróży?
Moim celem absolutnie nie jest zniechęcenie Cię do vanlife’u! Chcę tylko zwrócić uwagę ile jest kwestii, których nie widać na pierwszy rzut oka na zdjęciach w mediach społecznościowych. Lepiej przemyśleć dobrze sprawę zanim zaczniesz inwestować czas i pieniądze w tak duży projekt, jakim jest zbudowanie własnego kampera. Nie podzielaj historii ludzi, którzy zbudowali własnego kampera tylko po to, żeby przekonać się, że takie podróże wcale nie przypominają tego, co sobie wymarzyli.
Dlaczego zdecydowaliśmy się zbudować własnego kampera?
Nasz styl podróżowania
Tak się jakoś dobraliśmy, że na pierwsze wspólne wakacje zapakowaliśmy plecaki, wzięliśmy namiot i bez planu ruszyliśmy PKSem w Polskę. Na kolejne polecieliśmy z jednoosobowym namiotem w bagażu podręcznym na Wyspy Kanaryjskie. Innym razem wybraliśmy bikepacking w Bieszczadach. Włóczęga to nasz styl podróżowania i mamy tak od zawsze. Ciężko nam usiedzieć w jednym miejscu, np. w hotelu i dać się oprowadzać po okolicznych atrakcjach na zorganizowanych wycieczkach. Wolimy podróżować na własnych zasadach, choć często wiąże się to z dodatkowym wysiłkiem.

Po pewnym czasie wspólnego podróżowania, naszymi nieodłącznymi towarzyszami stały się rowery MTB. Najpierw pakowaliśmy je do Cinquecento, potem do niewiele większego Citroena Saxo. W pewnym momencie, mieliśmy już dość rozkręcania ich za każdym razem i upychania do małego auta. Kupiliśmy więc duże kombi, które w bagażniku spokojnie mieści dwa rowery, lub nas na nocleg. Oczywiście śpiąc w aucie musimy trzymać rowery na zewnątrz, co też nie jest idealnym rozwiązaniem. Jednak w czasach pandemii było to sporym ułatwieniem w podróżowaniu, ponieważ mogliśmy być niezależni od zamkniętych punktów noclegowych.
Decyzja o zakupie busa
Myśli o tym, żeby zbudować własnego kampera przewijały się od początku naszych rowerowych wypraw, ale ostateczna decyzja zapadła pewnego wieczora na kempingu w Dolomitach. Byliśmy wtedy w środku 3-tygodniowej wyprawy, podczas której mieliśmy w planach wiele różnych atrakcji – od rowerów, przez trekking, po wspinaczkę na via ferratach. Auto zapakowane mieliśmy po brzegi, a każda zmiana aktywności wymagała gruntownego przepakowania, co już momentami doprowadzało nas do furii.

Tego przełomowego dnia pogoda miała się zepsuć, więc wcześnie rano zrobiliśmy ferratę i już w południe byliśmy z powrotem na kempingu. Zdążyliśmy schować się w namiocie tuż przed totalną ulewą. Lało, lało i lało… i tak przez 24 godziny bez przerwy. Ileż można spać albo leżeć w wilgotnym namiocie? Ileż można czytać książki w samochodzie? Ile czasu można spędzić na jedzeniu pizzy lub tiramisu w okolicznych restauracjach? Wtedy właśnie miarka się przebrała i postanowiliśmy, że czas zbudować własnego kampera. Takiego, w którym zmieszczą się rowery i można będzie spać jednocześnie. Można będzie wstać, ugotować herbatę, zrobić sobie obiad, oglądać filmy, lub grać w planszówki kiedy pada. Czternaście miesięcy później staliśmy się właścicielami Fiata Ducato w rozmiarze L2H2.
Podsumowanie
Każdy sposób podróżowania jest dobry pod warunkiem, że jest TWÓJ. To Tobie ma przecież służyć i zaspokajać Twoje potrzeby. Zastanów się jak teraz spędzasz czas w podróży, z czym Ci dobrze, a co chciałbyś zmienić. Nie porównuj się do innych i nie sugeruj pięknymi zdjęciami w mediach społecznościowych. Być może vanlife i podróże kamperem jest właśnie tym, czego pragniesz? A może wcale nie chcesz się w to wszystko bawić i to też jest okej!

My też nie rzuciliśmy wszystkiego w jednym momencie, aby zbudować busa i wyruszyć w podróż. Małymi krokami odkrywaliśmy czego nam potrzeba do szczęścia. Zaczęliśmy od podróży transportem publicznym z plecakami i namiotem, gdzie większość trasy pokonywaliśmy pieszo i mnóstwo czasu spędzaliśmy na dojazdach i przesiadkach. Później byliśmy mistrzami pakowania do małego samochodu sprzętu biwakowego i dwóch rowerów. Z dużym samochodem mamy dużo większy komfort, jeździmy w dalsze i dłuższe wyjazdy, ale wiemy też czego nam brakuje. Każdy z tych etapów miał swój urok i pomógł nam zidentyfikować kolejne potrzeby, aż doszliśmy do miejsca, w którym jesteśmy teraz. Kupiliśmy busa i budujemy własnego kampera!
W kolejnej części cyklu opiszemy proces wyboru bazy kampera, czyli przyjrzymy się popularnym modelom samochodów i doradzimy który z nich wybrać. W międzyczasie zachęcamy do śledzenia naszych social mediów, gdzie na bieżąco relacjonujemy proces budowy.


Super wpis, czekam na kolejne z serii #vanlife 🙂
Dzięki Gosia! Wpisy z tej serii będą wskakiwać na bloga co 2 tygodnie 🙂 (na zmianę z tematami rowerowymi).
Jakiś czas temu wprowadziłam się do kampera. To jest piękny czas, pełen nauki, nowych ludzi, spotkań i przede wszystkim – życia życiem marzeń. Na full time.
Marzyłam o tym od lat, a że wychodzę z założenia, że marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia, to zakasałam rękawy, zarobiłam kasę i kupiłam najprawdziwszy w świecie dom.
I tym sposobem, z moimi dwiema psicami, podróżujemy po Polsce. Za nami zjechana cała granica wschodnia, spory kawałek południa i centrum. Za dwa tygodnie ruszamy na północ i zachód. Powoli zaczynam czuć się jak w klatce i coraz śmielej planuję wyruszyć poza nasz kraj. Jeszcze nie do Nepalu, to za dwa lata (ta k, dobrze czytacie, za kilkanaście miesiąca będę nadawać z drogi w Himalaje), ale w Europę już tak.
Wspaniale czytać takie historie! Bardzo nas inspirują i dodają siły w mozolnym procesie przebudowy 🙂 Doceniam, że zaczęłaś od Polski, to nietypowo. Mam wrażenie, że większość vanlifersów ucieka byle dalej, a Polska też jest przecież piękna i często niepoznana. Sami chcielibyśmy pozwiedzać dzikie zakątki naszego kraju, jednak coraz bardziej się zapowiada, że budowę skończymy w zimie, więc pewnie na pierwszą wyprawę pojedziemy jednak w poszukiwaniu ciepła. Do Nepalu planujesz na kołach? 🙂
Nie jestem pewna, czy zdecydowałabym się na życie w camperze na stałe. Jednak na dłuższe wakacje? Czemu nie 🙂