Kuchnia jukatanu to bardzo ciekawa odmiana kuchni meksykańskiej ze względu na historię regionu. Półwysep przez długi czas pozostawał odizolowany od reszty Meksyku, za to podlegał wymianie handlowej z Europą. Jest to zatem mieszanka kuchni majańskiej, której tradycje sięgają czasów prekolumbijskich z silnymi wpływami kuchni europejskiej.
W Polsce nie jesteśmy fanami kuchni meksykańskiej. Może po prostu nie trafiliśmy jeszcze do dobrej knajpy, ale zwykle nie jest to nasz pierwszy kulinarny wybór. Trzeba sobie jednak powiedzieć, że kuchnia meksykańska w Meksyku smakuje zupełnie inaczej! Owszem, trzeba się przyzwyczaić do specyficznego smaku kukurydzianych tortilli podawanych przy każdej możliwej okazji…
tortille, tortille, tortille…
Mąka, której używa się do ich produkcji to tak zwana “masa harina”. Od naszej mąki kukurydzianej różni się przede wszystkim odmianą ziarna, ponieważ w Meksyku najbardziej popularna jest biała kukurydza, mało znana u nas. Poza tym ziarno przed zmieleniem poddaje się procesowi nixtamalizacji, czyli w uproszczeniu: gotowaniu w wodzie z wapnem.


Tortillowy klasyk to oczywiście tacosy – tacosiarnie znajdziecie na każdym rogu, często z wystawionymi na ulicę grillami. Czasem mieliśmy wrażenie, że to najbardziej opłacalny biznes w tym rejonie. Z typowo jukatańskimi odmianami street foodu czyli smażonymi na oleju tortillami: panuchos i salbutes nie zaprzyjaźniliśmy się zbyt blisko. Nie wiem czy to kwestia pandemii i braku turystów, czy po prostu nie mieliśmy szczęścia, ale historie o wszędobylskiej kuchni ulicznej podczas naszej podróży wydawały się być wyssane z palca.
W każdej restauracji na przystawkę tradycyjnie podaje się nachosy z salsą. Na początku się nimi ekscytowaliśmy i nie zostawialiśmy ani jednego. Szczególnie, że za każdym razem smakowały inaczej – zwykle robi sie je na miejscu. Po mniej więcej tygodniu trochę nam się przejadły i entuzjazm spadł. W Polsce po powrocie jednak szybko zaczęliśmy za nimi tęsknić.
uliczne przekąski
Jedyny street food jaki udało nam się złapać to elote. Są to gotowane kolby kukurydzy podawane na patyku, oblepione delikatnie czosnkowym majonezem i serem, skropione limonką i okraszone płatkami chilli. Jeśli będziesz mieć okazję naprawdę warto spróbować!

No i jest jeszcze uliczny deser – marquesitas. Historia przeczytana w przewodniku mówi o sprytnym właścicielu lodziarni. Ten ponoć już w roku 1930 wymyślił spieczone na chrupko naleśniki podawane z serem edamskim i dżemem. Dzisiaj opcja najczęściej wybierana przez turystów to… ser z nutellą. Złota rada: nie idź za tłumem, weź oryginał.

śniadania
Jako zagorzała fanka jajek na śniadanie próbowałam wszelkich odmian “huevos”. Absolutna meksykańska podstawa to “huevos rancheros” – sadzone jajka na gorących tortillach (a jakże) z pomidorową salsą. Pod innymi nazwami kryją się inne wersje tego dania różniące się głównie dodatkami – szpinak, pasta z fasoli, szynka itp. Typowo meksykańska odmiana to “huevos motuleños” podawane w towarzystwie smażonych bananów – pycha!



Drugim rodzajem śniadania, które mogliśmy pochłaniać dzień w dzień były owoce. Bo nic tak nie cieszy jak świeże tropikalne owoce w środku kalendarzowej zimy! Popularne są banany, ananasy, papaje i melony. Nam najbardziej smakowały mango z żółtą skórką i mniejsze niż te, które znamy z polskich sklepów. Idealnym dopełnieniem owocowego śniadania było towarzystwo waniliowych słodkich bułeczek z charakterystycznym wzorem morskiej muszli – “conchas”. Kuchnia Jukatanu to olbrzymie bogactwo smaków i świeżych składników.
tradycyjna kuchnia Jukatanu
Tradycyjna kuchnia Jukatanu wieprzowiną stoi – znajdziemy ją w większości potraw. Jednak w poszukiwaniu tradycyjnych smaków trzeba być ostrożnym. Łatwo trafić do restauracji serwującej czegoś na tyle przerobionego pod gusta amerykańskich turystów, że jedynym wspólnym mianownikiem z kuchnią Jukatanu pozostaje nazwa dania. My kierowaliśmy się w miarę możliwości opiniami ludzi na miejscu, a trochę intuicją.
Regionalne dania, jakich udało nam się skosztować (w kolejności od – naszym zdaniem – najsmaczniejszych!):


- cochinita pibil – marynowana wieprzowina duszona zawinięta w liście bananowca w specjalnym wyłożonym kamieniami zagłębieniu w ziemi,
- sopa de lima – aromatyczna zupa z kurczakiem i limonką podawana z tortillami (w zupie lub osobno),
- poc chuc – marynowane w cytrusach mięso wieprzowe przyrządzane na grillu
- pan de cazon – przypominający lasagne przekładaniec tortilli z mięsem z rekina w sosie pomidorowym,
- queso relleno – ser edamski nadziewany mięsem mielonym w sosie pomidorowym,
- papadzules – pierwowzór enchilady, czyli tortille z nadzieniem z jajka na twardo polane sosem z pestek dyni,
- tamales – ciasto z mąki kukurydzianej z farszem mięsnym lub fasolą gotowane na parze zawinięte w liście bananowca.
owoce morza


Na Jukatanie najlepsze jest to, że kiedy już masz dosyć jedzenia tortilli na każdy posiłek, to masz jeszcze drugą opcję – ryby i owoce morza (nie martw się i tak dostaniesz nachosy na przystawkę). Jako zagorzali miłośnicy krewetek próbowaliśmy ich w kilku odsłonach, ale wciąż atlantyckie są u nas na topie.
Na pewno warto skosztować ceviche – sałatki z krótko marynowanej w cytrusach surowej ryby i owoców morza. Na swoją urodzinową kolację wybrałam ośmiornicę i była to zdecydowanie najlepsza w życiu (chociaż aż tak wiele ich nie jadłam). Ryby z zatoki meksykańskiej były pyszne, ale wyglądały tak, że nie chciałabym ich spotkać osobiście w wodzie.

nasze sprawdzone knajpki
To, co urzekło nas najbardziej w kuchni na Jukatanie, to świeżość produktów i bogactwo tropikalnych owoców. Fajnie było spróbować tradycyjnych dań w restauracjach, jednak najbardziej zapadają w pamięci knajpki trafione przypadkiem. Często takie, na widok których mieliśmy wątpliwości, ale okazało się, że serwowały proste i autentyczne dania, które były po prostu przepyszne.

Takie złote strzały to zdecydowanie:
- Cosme´a Taqueria w Akumal – rodzinna restauracja z najmilszym kelnerem i najlepszymi tacosami jakie jedliśmy,
- Polleria Los Pajaros niedaleko Chichen Itza – najpyszniejszy kurczak z grillowanymi owocami (i przy okazji najtańsze danie wyjazdu).
Inne miejsca, które szczególnie polecamy z różnych względów:
- La Jungla de La Riviera w Playa del Carmen – najlepsze owocowe koktajle na Jukatanie,
- Kinich Izamal – niezła restauracja w Izamal z dużą ilością tradycyjnych dań w karcie,
- Los Pampanos w Celestun – smażalnia ryb przy plaży,
- Gutierrez Dolphin w Celestun – jeśli chcesz zjeść śniadanie w towarzystwie kolibrów, to polecamy to miejsce, ptaki przylatują do karmników nad głowami gości,
- Marganzo Restaurante – ponoć najelpszy Pan de cazon w Campeche, dodatkowo polecamy tamtejsze margerity,
- La Playita w Bacalar – restauracja z dostępem do laguny serwująca współczesną kuchnię, owoce morza a na deser czekoladowy wulkan,
- Amparo’s Breakfast Bistro na Cozumelu – pyszna śniadaniownia na wyspie,
- Colores y Sabores na Cozumelu – weszliśmy tylko na szota tequili, a skończyło się na wspaniałym degustacyjnym wieczorze – przemiła obsługa, oferują też lokalną kuchnię.
Naszą pełną kulinarną mapę znajdziesz poniżej:
P.S. Chcesz dowiedzieć się, kto z naszych gospodarzy poczęstował nas najlepszą conchinitą pibil na śniadanie? Zapisz się na listę zainteresowanych darmowym e-bookiem o miejscach noclegowych na Jukatanie!


