Kiedy wyjedziemy z Tulum drogą w stronę miasta Valladolid już po kilkunastu kilometrach odczujemy zmianę krajobrazu. Wszechobecne na wybrzeżu Riviera Maya kurorty znikną ustępując miejsca niewielkim zabudowaniom. Położony w północnej części półwyspu stan Jukatan jest znacznie mniej popularny wśród turystów. To doskonałe miejsce do poznawania starożytnej kultury Majów i odkrywania jak przeszłość przenika się z teraźniejszością w kolonialnych miastach.

Kolonialne miasta
Valladolid
Valladolid to trzecie do co wielkości miasto na półwyspie, choć nie czuje się tego. Wręcz przeciwnie – po zatłoczonych kurortach Riviera Maya można w końcu wziąć głęboki oddech. Miasteczko zacisznych wąskich uliczek o pastelowych fasadach. W środku miasta znajduje się nawet cenota – zza płotu wygląda na przyjemne miejsce do odpoczynku. Wieczorem na ulicach panuje spokój, miejscowi przesiadują na ławkach, rozmawiają, zajadają elote. Rano warto wybrać się na miejski targ w poszukiwaniu lokalnych przysmaków i świeżych owoców. Takie miasta lubimy.

My w Valladolid spędzamy zaledwie jeden wieczór i jedziemy w dalszą trasę, lecz jeśli planujesz zostać dłużej, to jest to świetna baza wypadowa do pobliskich stref archeologicznych: Ek Balam i Cobá, rezerwatu Rio Lagartos i licznych cenot.
Żółte Miasto – Izamal
W czasach Majów miasto było ośrodkiem kultu ich naczelnego boga oraz boga słońca. Po wizycie konkwistadorów miejsce starożytnych świątyń zrównanych z ziemią zajął ogromny klasztor Franciszkanów wraz z kościołem.

Co czyni miasto charakterystycznym to to, że po wizycie papieża Jana Pawła II w 1993 r. przemalowano wszystkie fasady w centrum na żółty watykański kolor. Był to raczej pomysł na przyciągnięcie turystów, niż symbol jedności ze stolicą apostolską, mimo to zabieg uważam za udany. Spacerowanie wśród żółtych uliczek to ciekawe i trochę magiczne doświadczenie.

Klasztor można zwiedzać bezpłatnie, podczas naszego pobytu okazał się jednak być zamknięty. Żałowaliśmy nie tyle samego klasztoru, co ciekawostki w postaci pozostałości majańskich wzorów na kamieniach użytych do jego budowy (powstał z kamienia pozyskanego ze zniszczenia największej świątyni Majów) Tuż obok klasztoru można również za darmo wejść na pozostałości mniejszej piramidy. Chyba nigdzie tak jak w Izamal nie widzieliśmy tak dobitnie jakie piętno odcisnęła hiszpańska konkwista na niezwykłej cywilizacji Majów.
Merida
Tętniąca życiem stolica stanu Jukatan, będąca przykładem hiszpańskiej zabudowy kolonialnej. Wąskie uliczki i szerokie place, katedry zbudowane z wapienia uzyskanego z rozbiórki istniejącej w tym miejscu osady majów. Klimat wydaje nam się wielkomiejski, z hałaśliwymi ruchliwymi ulicami. W mieście znajduje się kilka muzeów historycznych, podobno wartych odwiedzenia. Zwiedzamy Meridę w zaledwie parę godzin – naszym celem jest wypicie dobrej kawy i szybki spacer żeby tylko rzucić okiem. Na pewno potrzeba więcej czasu aby wsiąknąć w klimat tego miejsca. Nasze pierwsze wrażenie nie jest zachwytem, ale prawda jest taka, że my ogólnie nie bardzo lubimy zwiedzać duże miasta.

Cenoty
W tym rejonie udało nam się odwiedzić dwie cenoty, ale zamieszczamy też inne znalezione smaczki, które znalazły się na naszej liście do odwiedzenia w przyszłości.
Suytun
cena: 130 peso (25 zł)
Jedna z najpopularniejszych cenot na Jukatanie. Zamknięta jaskinia z jednym otworem w sklepieniu, przez który wpada snop dziennego światła. W centrum znajduje się kamienny krąg, na którym zwykle można stanąć. W 2020 roku poziom wody był tak wysoki, że krąg znajdował się 3 metry pod wodą, możliwe więc było tylko pływanie nad nim (nurkowanie nie jest dozwolone – obowiązkowe kamizelki ratunkowe) Woda w cenocie jest jednak tak przejrzysta, że nawet z dużej wysokości podwodny krąg jest widoczny. Niekiedy na zrobienie sobie zdjęcia czeka się godzinami wśród innych turystów. My mieliśmy to szczęście być w cenocie całkiem sami.

Hacienda San Lorenzo Oxman
cena: 80 peso (15 zł)
Ciekawe miejsce ze względu na położenie na terenie hacjendy, dawnej plantacji henekwenu (gatunek agawy pokrewny do sizalu wykorzystywany niegdyś do produkcji lin). Przy okazji zwiedzania cenoty można więc zobaczyć jak wyglądały posiadłości dawnych “sizalowych baronów”.
Cenota jest otwarta, w formie studni podobnej do Ik Kil, dodatkową atrakcją jest lina służąca do skakania do wody z drewnianego pomostu (a’la Tarzan). Na terenie posesji poza cenotą znajduje się basen z leżakami i restauracja z podobno stosunkowo “normalnymi” cenami.
Cenoty Samula i X’Keken
cena: 80 peso za jedną, lub 125 peso za dwie cenoty (15 / 24 zł)
Ciekawy kompleks dwóch cenot funkcjonujący także pod nazwą park Dzitnup. Szczególnie chciałam odwiedzić cenotę Samula, w której przez niewielki otwór w sklepieniu rosnące na powierzchni stare drzewo wpuszcza korzenie do wody. Cenota X’Keken jest prawie całkowicie zamkniętą jaskinią, z mnóstwem stalaktytów zwisających z sufitu. Jedynym naturalnym oświetleniem jest mały otwór w suficie, pomimo lamp w cenocie jest dosyć ciemno.
Ik Kil
cena: 150 peso (30 zł)
Punkt obowiązkowy po zwiedzaniu Chichén Itzá. Niestety wszyscy układają plan wycieczki w ten sam sposób, więc cenota zwykle jest oblegana – im wcześniej w ciągu dnia, tym mniej ludzi. Mimo to zdecydowanie warto ją odwiedzić. Cenota jest ogromną studnią o średnicy 60 m i głębokości niemal 80 m od powierzchni do dna, z czego 50 m zalane jest wodą. Wnętrze porasta najpiękniejsza jaką widziałam naturalna zielona ściana, niesamowite wrażenie robią zwisające z krawędzi pnącza. Można pływać i skakać do wody, kamizelki ratunkowe są obowiązkowe. Ich wypożyczenie zawarte jest w cenie wstępu, podobnie przebieralnie oraz zamykane szafki.

Cenoty Agua Dulce i Palomitas
cena: 100 peso (20 zł) za każdą
Prawdziwe perełki rzadko wspominane w przewodnikach. Agua Dulce to głęboka na zaledwie 12 metrów, ale szeroka na 70 metrów, całkowicie zamknięta cenota. Jej mniejsza i głębsza siostra Palomitas (50 m średnicy i 45 m głębokości) jest równie niesamowita. W obu grotach przy sztucznym oświetleniu podziwiać można imponujące formacje ze stalaktytów i stalagmitów. Mimo panującego półmroku, woda jest tak przejrzysta, że widać formacje skalne również pod powierzchnią. Warto zabrać sprzęt do snorklowania. Agua Dulce to chyba najlepszy wybór jeśli chodzi o zamknięte cenoty, bardzo żałujemy, że nie udało nam się jej odwiedzić.
Cenoty są trudno dostępne transportem publicznym, dzięki czemu mało uczęszczane. Niestety powstają już plany przekształcenia kompleksu w “park przygody”, co z pewnością odbije się na cenie i przyciągnie więcej turystów.
X’Canche Cenote
cena: 70 peso (13 zł)
Odległa 2 km od strefy archeologicznej Ek Balam otwarta cenota. Można się do niej dostać na piechotę, na wypożyczonym rowerze (80 peso), lub rikszą (150 peso w dwie strony). Do cenoty prowadzą uroczo wyglądające, poprowadzone wzdłuż ścian drewniane schody i pomosty. W środku można liczyć na atrakcje takie jak huśtawki linowe i skakanie ze skał. Są też dodatkowo płatne atrakcje linowe (400 peso za pakiet “full”): zjazd na linie do cenoty i dwie tyrolki. Miejsce warte rozważenia przy okazji zwiedzania Ek Balam, nam niestety nie starczyło czasu.
Strefy archeologiczne – majańskie ruiny
Ek’ Balam

Ek’ Balam, w języku Majów “Czarny Jaguar”. Coś magicznego mają w sobie te ruiny, może to za sprawą szczęścia, że mogliśmy zwiedzać je praktycznie sami, a może to przez widok z najwyższej budowli. Z góry widać tylko inne zabudowania strefy, a dalej bezkresną zieloną dżunglę po horyzont. Można zawiesić wzrok i wyobrażać sobie jak mogło wyglądać życie starożytnych majów.

Miasto zajmowało niegdyś powierzchnię 15 km kwadratowych i dotychczas nie wszystkie zabudowania zostały odkryte, a prace archeologiczne trwają nadal. Największą, liczącą ponad 30 metrów wysokości, 162 metry długości i 68 metrów szerokości, jest akropol. Można się na niego wspiąć stromymi schodami. Na sześciu poziomach budowli w galeriach można podziwiać odrestaurowane majańskie rzeźby i glify. Budowla skrywa wewnątrz ponad 70 komnat (niedostępne dla zwiedzających), jedna z nich, do której wejście prowadzi przez paszczę jaguara jest grobowcem króla miasta – Ukin Kan Le’k Tok’a.
Co zobaczyć w Ek’ Balam?
Inne warte uwagi budowle w Ek’Balam to:
- piramidy bliźniacze – dwie identyczne budwle na jednej podstawie
- łuk – najprawdopodobniej wejście do miasta, co ciekawe Majowie nie znali typowego łuku architektonicznego, ale jak widać byli blisko
- pałac owalny – po prawej stronie od łuku, półokrągła budowla służąca najprawdopodobniej jako obserwatorium astronomiczne, a także pełniąca role ceremonialne, zachowały się ołtarze służące najprawdopodobniej do rytuału upuszczania krwi
- boisko – obecne w każdym mieście, służyło do ceremonialnej gry w piłkę

Bilet wstępu kosztuje 413 peso (80 zł), parking jest bezpłatny. Po zwiedzaniu ruin można wybrać się do pobliskiej cenoty X’Canche.
Chichén Itzá
Najbardziej znana strefa archeologiczna na Jukatanie ze wszystkimi przywarami tego faktu – najdroższa, zatłoczona i pełna stoisk z pamiątkami oraz ich natrętnych właścicieli. Nie znaczy to jednak, że Chichén Itzá nie jest warta odwiedzenia! Warto natomiast być tam jak najwcześniej, najlepiej o godzinie otwarcia, by mieć kilka godzin na zwiedzanie przed przyjazdem wycieczek zorganizowanych. W porannym słońcu piramida Kukulkana (Zamek) jest pięknie oświetlona i bez problemu zrobisz jej zdjęcie bez otaczającego ją tłumu ludzi.

zwiedzanie
Teren strefy archeologicznej jest dosyć duży, trzeba przewidzieć co najmniej 3 godziny na zwiedzanie i warto zabrać zapas wody. Wstęp kosztuje 500 peso, kupuje się dwa osobne bilety w różnych kasach – mieliśmy z tym mały kłopot (5 kas sprzedawało te same bilety, szósta identyczna jak pozostałe – drugi typ), więc najlepiej zapytać bezpośrednio obsługi przy wejściu co i jak. Jest też możliwość zwiedzania z przewodnikiem za dodatkową opłatą – nie pamiętam ceny, ale dla dwojga było to zdecydowanie za dużo, przy większej grupie może się opłacać. Stragany z pamiątkami na terenie strefy wbrew pozorom są stosunkowo tanie, warto porozmawiać ze sprzedającymi – niektórzy oferują produkty, które nie przypłynęły z Chin.

Co zobaczyć w Chichén Itzá?
Piramida Kukulkana
Najsłynniejszą budowlą jest El Castillo (Zamek) świątynia majańskiego boga Kukulkana – stworzyciela świata, przedstawianego w postaci Pierzastego Węża. Kształt piramidy silnie nawiązuje do kalendarza majańskiego. Podczas równonocy wiosennej i jesiennej padające światło tworzy cień przypominający węża wspinającego się lub schdzącego po stopniach piramidy. Co ciekawe, łączna liczba stopni na szczyt wynosi 365 reprezentując liczbę dni w roku. Wewnątrz Zamku kryją się niczym matrioszki jeszcze dwie wewnętrzne piramidy połączone korytarzami, a w świątyni na szczycie znajduje się jaskrawy czerwony tron w kształcie jaguara. Kiedyś możliwe było wchodzenie na szczyt piramidy, lecz po wypadku w 2006 roku, kiedy turystka zmarła wskutek upadku ze schodów, nie jest to już możliwe.

Świątynia Wojowników
Drugą ciekawą budowlą na placu przy El Castillo jest Templo de los Guerros czyli Świątynia Wojowników otoczona Grupą Tysiąca Kolumn (Grupo de las Mil Columnas). Na murach budowli dostrzec można liczne orły i jaguary – symbole siły. Na kolumnach zaś wyrzeźbiono podobizny bóstw, władców i słynnych wojowników.
Święta cenota
Nieopodal znajduje się Cenote Sagrado – Święta Studnia, majańskie przejście do Zaświatów służące do składania ofiar bóstwom. Na dnie cenoty znaleziono szczątki ludzi wraz z kosztownościami.

Boisko do gry w pelotę
Chichén Itzá jest również lokalizacją głównego i największego w Meksyku boiska do gry w piłkę – Juegeo de Pelota Principal. Pelota w niewielkim stopniu przypominała znaną dziś piłkę nożną, nam bardziej kojarzy się z Quidditchem z Harrego Pottera. Używano twardej kauczukowej piłki, którą można było odbijać jedynie łokciem, kolanem, ramieniem lub biodrem. Celem drużyny było przerzucenie piłki przez niewielki skalny okrąg zawieszony kilka metrów nad ziemią po stronie drużyny przeciwnej. Rozgrywki miały charakter ceremonialny, kapitanów obu drużyn, a także wszystkich zawodników drużyny przegranej składano w ofierze bogom.

Świątynia czaszek
Pomiędzy boiskiem a główną piramidą warto zwrócić uwagę na zdobienia niewielkiej Świątyni Czaszek.Wyrzeźbione czaszki symbolizują głowy ofiar – kolejnego mrocznego rytuału polegającego na odcinaniu głów.

Obserwatorium
W drugiej części strefy Chichén Itzá – przechodząc wzdłuż biegnącej od wejścia alejki z pamiątkami i mijając mniejszą piramidę podobną do El Castillo (grobowiec Kapłana) – najciekawszym obiektem jest Obserwatorium (El Caracol). Wewnątrz okrągłej wieży biegną ślimakowe schody (stąd nazwa), a otwory w jej sklepieniu odpowiadają położeniu konkretnych gwiazd w określone dni. Na ich podstawie kapłani ogłaszali czas świąt, rytuałów i zbiorów.

Niewielkim, ale niesamowicie zdobionym budynkiem w tej części jest pzylegający do większego Domu Mniszek Kościół (La Iglesia). Na fasadach znajduje się pełno masek Chaca (to te z dużymi nosami) – boga deszczu oraz motywy zwierzęce. Na nas ta budowla zrobiła duże wrażenie, to wręcz niesamowite, że takie detale zachowały się z X wieku!
Yaxunah
Jako ciekawostka – zupełne przeciwieństwo wszystkich szeroko opisywanych w przewodnikach stref archeologicznych. Yaxunach (czyt. “jaszu-na”) to niepozorna strefa archeologiczna w małej wiosce niedaleko Chichén Itzá. Wstęp kosztuje 50 peso za osobę (10 zł).

Dlaczego się tam wybraliśmy? Żeby w końcu odpowiedzieć sobie na pytanie “ale jak to właściwie wyglądało kiedy przyszli archeolodzy i zaczęli odkrywać ruiny?”. Rzeczywiście badania archeologiczne w Yaxunah wciąż trwają, a największą budowlę nadal przykrywa dżungla. Można na nią wejść – to dziwne uczucie kiedy zdajesz sobie sprawę, że wzgórze, na które się wspinasz kryje wieki historii. Yaxunah jest dzikie i tajemnicze, jeśli masz wolne popołudnie to myślę, że warto się tam wybrać choćby dla klimatu.

Gdzie zobaczyć flamingi na Jukatanie?
W ciepłych lagunach półwyspu Jukatan żyje mnóstwo ptactwa w tym duże kolonie różowych flamingów. W czasie wiosny i lata ich głównym siedliskiem jest położony na północy rezerwat Rio Lagartos. Na zimniejsze miesiące ptaki przenoszą się do położonego na zachodnim wybrzeżu półwyspu rezerwatu Celestún. Oczywiście nie wszystkie i nie na raz, bo ptaki mają to do siebie, że są wolne i żyją gdzie chcą, ale możemy wykorzystać ich zwyczaje i pojechać tam, gdzie będzie ich najwięcej.

Inne mniej popularne miejsca, gdzie również można spotkać flamingi na półwyspie Jukatańskim to:
- Isla Holbox – piękna wyspa na północy półwyspu będąca oazą spokoju i domem tysięcy ptaków,
- laguna pomiędzy Progreso a Chicxulub Pueblo – flamingi można zobaczyć z drogi.
Rezerwat Biosfery w Celestún
Będąc w grudniu zdecydowaliśmy się na położony godzinę drogi od Meridy Rezerwat Biosfery w Celestún. Na miejscu kontaktujemy się przez WhatsApp z Jose, właścicielem firmy Guardianes de los Manglares de Dzinintún zajmującej się organizacją wycieczek po estuarium. Są dwie opcje wycieczki: łodzią motorową, lub kajakiem z przewodnikiem. Pierwsza jest bardziej skupiona na oglądaniu flamingów, ale polega na ganianiu za nimi motorówką – niespecjalnie nasz styl.

Wycieczka kajakiem startuje wcześnie rano, by w zupełnej ciszy przemierzać korytarze lasów namorzynowych w poszukiwaniu budzącego się ptactwa. Już same sięgające wody systemy korzeniowe drzew robią wrażenie. W ich gęstwinie nasz przewodnik – przesympatyczny Meksykanin, którego marzeniem jest zobaczyć śnieg – co chwila wypatruje i pokazuje nam różne gatunki ptaków.

Po wydostaniu się z labiryntu namorzyn wypływamy na szerszą wodę estuarium, gdzie spotykamy dużą grupę rzadkich białych pelikanów. Później czeka nas spacer po “skamieniałym lesie” – pozostałości po przejściu huraganu. Na sam koniec wisienka na torcie – zatrzymujemy się w miejscu, z którego widzimy dużą grupę flamingów – brodzących, śpiących, tuptających z nogi na nogę i bawiących się ze sobą.
wycieczka po namorzynach – informacje praktyczne
Koszty wycieczki kajakiem (max. 3 osoby):
- 1200 peso za 2-godzinną wycieczkę z lokalnym przewodnikiem mówiącym po hiszpańsku, teoretycznie dopłata za anglojęzycznego przewodnika to 600 peso – nie wzięliśmy jej i spokojnie dogadaliśmy się z naszym,
- 1700 peso za 3-godzinną wycieczkę z profesjonalnym przewodnikiem, ale po hiszpańsku, tu dopłata za anglojęzycznego przewodnika to kolejne 1200 peso.

Koszty wycieczki łodzią motorową (max. 6 osób):
- 2600 peso za opcję 2-godzinną (dopłata za anglojęzycznego przewodnika 600 peso)
- 3600 peso za opcję 3-godzinną (dopłata za anglojęzycznego przewodnika 1200 peso)
Żeby umówić wycieczkę najlepiej napisać bezpośrednio do Jose na numer +52 9996454310. My rezerwowaliśmy z jednodniowym wyprzedzeniem, płatność tylko gotówką.
Celestún – autentyczna wioska nad Zatoką Meksykańską

Celestún jest małą wioską rybacką położoną na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej, to zupełne przeciwieństwo drugiego krańca Jukatanu – wybrzeża Karaibskiego.
Szczególnie przypadła do gustu Wielo (uważa, że była to najciekawsza miejscowość wyjazdu), bo tam naprawdę miało się wrażenie dotarcia na koniec świata. Tam zwracasz na siebie uwagę jako “obcy”, ale miejscowi patrzą z zaciekawieniem, a nie wrogością. Tam w końcu nie wszystko urządzone jest pod turystów. Przechadzając się pomiędzy domami podglądasz prawdziwe codzienne życie ich mieszkańców. Dobre oderwanie od tego co znane, do głowy przychodzą różne refleksje o tym, jak my żyjemy w tej Europie.

Woda Zatoki Meksykańskiej wydaje się być zdecydowanie zimniejsza od Morza Karaibskiego (no wiesz, taka trochę jakby Bałtyk w swój najcieplejszy dzień, tylko że dwa razy cieplejsza). Za to po plaży można chodzić godzinami w poszukiwaniu najprzeróżniejszych kolorów i kształtów muszelek. Widzieliśmy też dużo pięknych rozgwiazd.
Zaplecze gastronomiczne nie jest może bardzo szerokie, ale wystarczające. W restauracjach przy plaży można zjeść dobrą rybę (jedliśmy w Los Pampanos), a hitem okazała się restauracja Gutierrez Dolphin, gdzie między stolikami wiszą karmniki dla kolibrów. Można więc śniadaniować i podglądać tych fascynujących małych lotników.



Cudowne zdjęcia! Warto zobaczyć Meksyk przynajmniej raz w życiu.