pixel

Jeżeli lądujesz w Cancun, to prawdopodobnie ten rejon półwyspu zwiedzisz w pierwszej kolejności. Czego możesz się spodziewać? Riviera Maya to raj dla plażowiczów i zarazem najbardziej turystyczny zakątek Jukatanu. Ale nie zrażaj się ilością ludzi, w tym artykule podpowiadamy jak unikać tłumów.

przewodnik po jukatanie zobacz

Nadmorskie kurorty Riviera Maya – Cancun, Playa del Carmen i Tulum

Na wschodnim wybrzeżu Jukatanu, nad Morzem Karaibskim (obszar ten nazywany jest po hiszpańsku Riviera Maya) znajdują się trzy charakterystyczne miasta, patrząc od północy: Cancun, w którym najprawdopodobniej wylądujesz podróżując z Europy, Playa del Carmen i Tulum. Wszystkie z nich w przeszłości były małymi i niewiele znaczącymi osadami rybackimi, które dynamiczny rozwój turystyki zapoczątkowany w latach 70. stopniowo transformuje w ogromne kurorty.

Cancun

Pierwsze było Cancun – teraz ogromne miasto z wydzieloną na wcinającym się w morze półwyspie strefą hotelową (“zona hotelera”). Szczerze – nie poczuliśmy nawet cienia potrzeby tego doświadczać. Nie po to w końcu przemierzyliśmy pół świata żeby oglądać luksusowe kurorty – wytwory, które mogłyby stanąć w każdym innym miejscu na Ziemi.

Playa del Carmen

Jako pierwszy przystanek wybraliśmy Playa del Carmen, do którego zawitaliśmy dwukrotnie podczas naszej podróży i poznaliśmy jego dwa oblicza. Pierwsze doświadczenie było raczej pozytywne. Zatrzymaliśmy się na północnych obrzeżach miasta niedaleko plaży, pod nosem trafiliśmy na przepyszne tropikalne soki, a w planie dnia mieliśmy tylko leniuchowanie. Było widać jakieś hotele, ale na plaży turystów było niewielu i ogólnie nie rozumieliśmy skąd ta łatka “imprezowej mekki Jukatanu”. Wszystko się wyjaśniło podczas ostatnich dni, kiedy przeprawialiśmy się promem na wyspę Cozumel i musieliśmy znaleźć się w centrum. Jeśli byliście kiedyś w Mielnie w szczycie sezonu to.. Playa del Carmen to takie Mielno, tylko razy sto. Niekończący się deptak z chińskim badziewiem, klubami i tłumem turystów. Jeśli tyle ludzi przewija się tamtędy w czasie pandemii to strach pomyśleć, co się dzieje w “normalnych” czasach.

plaża w tulum
Wieczorami na plaży w Tulum robi się przyjemnie pusto.

Tulum

Ostatnie i najpóźniej owładnięte mackami turystycznej ośmiornicy miasto Riviera Maya to Tulum. Tulum wciąż ma klimat – już nieco turystyczny, ale wciąż otwarty na ludzi, ciekawy, trochę hipisowski. Opisuję tutaj samo miasto, gdyż Tulum również posiada swoją “zona hotelera”, w której nie byliśmy. W mieście czuliśmy się trochę egzotycznie, ale jednocześnie dobrze i swobodnie. Zatrzymaliśmy się w hostelu połączonym z barem, gdzie spróbowaliśmy Mezcalu (to ta słynna “wódka z robakiem”) zagryzanego suszonymi świerszczami (polecam!). W głowach został nam obraz Tulum jako miejscowości, w której oprócz turystyki toczy się także zwykłe życie. Wieczorami turyści i miejscowi spotykają się w knajpkach, jedzą, piją i rozmawiają ze sobą.

Jeśli mielibyśmy podsumować miasta Riviera Maya w jednym zdaniu byłoby to coś w stylu:

Cancun jest dla starych Niemców, Playa del Carmen dla amerykańskich imprezowiczów, a Tulum jest dla nas.

Strefa archeologiczna w Tulum

Absolutnie w każdym przewodniku i na blogu podróżniczym z Jukatanu znajduje się to ujęcie:

Widok z ruin w Tulum, czyli chyba najbardziej znany spot do zdjęć na Jukatanie.

Jeśli też chcesz je uchwycić, to czeka cię wycieczka po strefie archeologicznej w Tulum. Jednak to nie jedyny powód żeby ją odwiedzić. Ruiny miasta Tulum jako jedyne na Jukatanie znajdują się na klifie. Twierdza otoczona grubymi murami pełniła bez wątpienia funkcje obronne. Z tego względu przybyli w XXw badacze nadali jej nazwę “Tulum” co w języku maya znaczy “mur”. Niektórzy miejscowi wciąż posługują się dawną nazwą miasta: “Zama” (świt).

Nie znajdziesz tu typowych dla innych stref archeologicznych piramid, trzy główne budowle rozmieszczone nad wodą to świątynie bogów wiatru, deszczu i ognia. Poza nimi znajduje się kilka zabudowań mieszkalnych. Niestety teren budowli jest ogrodzony i można podziwiać je tylko z daleka bez zaglądania do środka. Spod środkowej świątyni można zejść drewnianymi schodami na urokliwą plażę, lecz zejście otwarte jest tylko w wybranych miesiącach w roku ze względu na okres lęgowy żółwi.

informacje praktyczne

Na średnio dociekliwe zwiedzanie trzeba zarezerwować około 3 godzin (nie licząc czasu spędzonego na plaży). Warto być tam tuż po otwarciu – im później, tym więcej dociera autokarów z turystami i robi się tłok. Bilet wstępu kosztuje 80 pesos. Samochód zaparkować można za darmo przy ulicy dojeżdżając od strony “zona hotelera”.

Idąc w stronę ruin miniesz na pewno kilka stoisk przy ulicy, gdzie przewodnicy będa Cię namawiać na wykupienie wycieczki – nie musisz tego robić, bilet możesz kupić w kasie przy wejściu na ruiny. Będąc rano raczej nie obawiaj się kolejki do kasy (to jeden z ich argumentów).

Ruiny w Tulum można podziwiać także z perspektywy łódki.

Wycieczka może jednak okazać się ciekawym urozmaiceniem. Opcji jest kilka: różne trasy zwiedzania strefy archeologicznej z przewodnikiem, lub wycieczka łódką. My zrezygnowaliśmy z przewodnika, chociaż trzeba przyznać, że standardy informacyjne w Meksyku są różne. Informacje czerpaliśmy raczej z książkowego przewodnika, niż z tablic informacyjnych w obiektach. Jeśli więc lubisz poznawać historię miejsc, które zwiedzasz, wybór przewodnika może okazać się wartością dodaną.

My zdecydowaliśmy się na wycieczkę łódką. Po wyjściu ze strefy archeologicznej udaliśmy się na plażę, gdzie w grupie 5 osób popłynęliśmy rzucić okiem na ruiny od strony wody. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na pobliskiej rafie na snorkeling. Wrażenia były niesamowite – naoglądałam się żółwi i płaszczek zapełniając niedosyt po pobycie w Akumal. Koszt wycieczki łódką to około 100zł za osobę.

Plaże Riviera Maya

Rozczarowującym nieco dla nas faktem było, że na Jukatanie nie tak prosto jest znaleźć dzikie plaże. Trzeba sobie zdawać sprawę, że absolutnie cały teren półwyspu porasta gęsta dżungla. Nawet jeśli plaże są piaszczyste, to żeby do nich dotrzeć ktoś musi tę dżunglę wykarczować. Poza miastami robią to albo położone nad brzegiem kurorty, albo lokalne inicjatywy np. fundacje zajmujące się ochroną przyrody. W pierwszym przypadku z drogi zobaczysz tylko wysokie mury i niebiańskie bramy. W drugim przypadku łatwiej jest wejść, ale zwykle wiąże się to z opłatą.

Warto wiedzieć, że plaże są w Meksyku według prawa miejscem publicznym, więc nikt nie ma prawa Cię z nich wygonić, ani zmuszać do żadnych opłat za korzystanie z nich. Nie dotyczy to jednak terenów przybrzeżnych i na tym robi się interes.

Domyślam się, że są dzikie miejsca, do których można dotrzeć wchodząc przez plaże publiczne. Z resztą dowiedzieliśmy się o ich istnieniu w drodze powrotnej. Niestety nie starczyło nam czasu na eksplorację. Najlepiej pewnie porozmawiać z lokalsami będąc na miejscu, może będą chętni zdradzić kilka sekretów. (Jeśli znasz takie miejsca koniecznie daj znać w komentarzu, lub napisz do nas maila!)

plaża riviera maya
Rajski plaże na wybrzeżu Riviera Maya.

polecane plaże

Z własnego doświadczenia możemy polecić plaże na północy Playa del Carmen (plaże miejskie, wstęp bezpłatny). Przyjemna jest też plaża w Tulum, chociaż spędziliśmy tam tylko wieczór – w ciągu dnia może być zatłoczona.

Najładniejsza plaża Riviera Maya, na jaką udało nam się trafić, to plaża w rezerwacie Xcacel-Xcacelito, mniej więcej w połowie drogi między Playa del Carmen, a Tulum. Jest to sanktuarium żółwi morskich, więc nie zawsze jest w pełni otwarte dla zwiedzających (nalepiej sprawdzić bezpośrednio na stronie).

Oprócz plaży znajduje się tam też niewielka cenota, niestety podczas naszego pobytu oraz na dzień pisania tego artykułu na stronie widnieje informacja, że jest zamknięta do odwołania. Opłata za wstęp do rezerwatu wynosi 81 pesos dla obcokrajowców i obowiązuje kilka zasad zachowania ciszy i porządku. Pływać można jedynie w wyznaczonych strefach ze względu na niebezpieczne prądy przybrzeżne!

Innym polecanym kameralnym miejscem na plażowanie jest zatoka Soliman położona 15 min na północ od Tulum. Znajduje się tam kilka willi dla turystów, lecz nie ma ogromnych hoteli. Plaża jest piaszczysta i nieco węższa niż w Tulum. Zatokę oddziela od morza rafa koralowa, więc woda jest spokojna oraz warto spróbować nurkowania z rurką. Nam niestety nie starczyło czasu na odwiedzenie tego miejsca.

Pływanie z żółwiami w Akumal

O zatoce w Akumal słynącej z licznie odwiedzających ją żółwi morskich, naczytaliśmy się dużo przed wyjazdem i bardzo chcieliśmy odwiedzić to miejsce. Sama nazwa “Akumal” po majańsku oznacza “miejsce żółwi”. Stworzenia te szczególnie upodobały sobie ten kawałek wybrzeża za sprawą porastającej dno trawy morskiej, która jest podstawą ich diety. Ponadto nabrzeże zapewnia dobre warunki lęgowe, a spokojne wody zatoki bogate w pożywienie są idealnym miejscem na “żółwie przedszkole”. Młodociane osobniki przygotowują się tam do wypłynięcia na otwarte wody.

Sytuacja żółwi w Akumal

Od lat w tym miejscu obecni są także ludzie. Duży ruch turystyczny i brak jakichkolwiek regulacji przez długi czas wyrządził duże szkody w populacji żółwi. Badania wykazały, że zwierzęta ucierpiały za sprawą stresu związanego z dotykaniem ich, a także dużego stężenia w wodzie substancji takich jak: olejki do opalania i ludzki mocz. Na pewien czas zdecydowano się zamknąć zatokę całkowicie, co oczywiście wywołało ogromne niezadowolenie pobliskich hoteli i lokalnych przewodników.

Żółwie w Akumal mają się coraz lepiej.

W 2018 roku podjęto kroki, aby z powrotem udostępnić plażę zwiedzającym jednocześnie zapewniając bezpieczne warunki dla żółwi. Wydzielono specjalne strefy, do których ludzie nie mają wstępu, aby zapewnić spokój zwierzętom. Zabroniono używania kremów przeciwsłonecznych (nawet tych oznaczonych jako bezpieczne dla rafy koralowej) i wymuszono na turystach pływanie w kamizelkach ratunkowych, aby uniemożliwić nurkowanie i dotykanie żółwi. Sytuacja w Akumal poprawiła się, żółwie mają się coraz lepiej, a okres pandemii i związane z nim zmniejszenie ruchu turystycznego przyczyniło się do ich szybszej regeneracji.

Wybierając atrakcje związane ze zwierzętami jesteśmy zwykle bardzo ostrożni i sprawdzamy czy działalność człowieka w tym miejscu nie szkodzi środowisku. Wygląda na to, że Akumal po wielu latach wypracowało rodzaj zrównoważonej turystyki, dlatego zdecydowaliśmy się je odwiedzić.

Jak dotrzeć na plażę w Akumal i nie zwariować?

Przyjeżdżając w pobliże Akumal Playa zostaniesz momentalnie osaczony przez przewodników oferujących swoje usługi, możesz ich zignorować, choć bywają napastliwi. Auto można zostawić na jednym z dwóch płatnych parkingów – my wybraliśmy ten po lewej stronie, naprzeciwko Oxxo.

Na piechotę trzeba przejść przez białą bramę w stronę Centro Ecologico Akumal (CEA). Mijając sklep nurkowy AOS po prawej stronie dociera się do małej kamiennej budki, w której po opłaceniu wstępu (100 peso za osobę) dostaje się opaskę uprawniającą do wejścia na plażę. Jest to jedyna opłata jaką musisz wnieść na rzecz CEA – organizacji pozarządowej, która zajmuje się działaniem na rzecz zrównoważonego rozwoju regionu i edukacją ekologiczną. W cenie otrzymujesz dostęp do toalet, pryszniców i zamykanych na klucz szafek (depozyt 100 peso za kluczyk).

Przy wejściu na plażę znajdują się duże mapy z oznaczeniami stref: darmowego pływania bez kamizelek, strefy pływania w kamizelkach ratunkowych i strefy zamkniętej. W praktyce do strefy “w kamizelkach” dostęp mają tylko grupy zorganizowane z przewodnikiem. Przeczytaliśmy dużo opinii, że spokojnie można spotkać żółwie podczas samodzielnego pływania, więc oczywiście zrezygnowaliśmy z przewodnika. Jedyną instrukcją, jaką otrzymaliśmy od obsługi na wejściu to aby nie przekraczać żadnej linii bojek.

Nasze doświadczenia z plaży w Akumal

W praktyce spotkanie żółwia w darmowej strefie okazało się wcale nie takie proste. Bezskutecznie pływaliśmy około 40 minut oglądając piaszczyste dno nie napotykając żadnych stworzeń. Byliśmy już nieco zrezygnowani, kiedy w końcu naszym oczom ukazał się on! Przepiękny ogromny żółw, spokojnie skubiący trawę około 1,5 m pod nami. Po chwili wynurzył się zaczerpnąć powietrza tuż przed naszymi oczami. Mogłabym się na niego gapić godzinami… ale nie mogłam.

Kiedy tylko wynurzyłam się na chwilę żeby poprawić maskę usłyszałam – a po chwili też zobaczyłam – krzyczącego faceta w natarciu, szaleńczo wiosłującego na supie w naszym kierunku. O co chodzi? – pomyślałam – przecież nie przekroczyliśmy żadnych bojek! I wróciłam do oglądania żółwia.

Niestety facet szybko dotarł do nas, pomachał jakąś plakietką i kazał się wynosić twierdząc, że jesteśmy w strefie dla przewodników. Nie jesteśmy z tych, co będą się awanturować nie będąc pewnym swojej racji, więc odpuściliśmy. Do tej pory nie doszliśmy, czy to była prawda. Na pewno nie przekroczyliśmy żadnej linii, bo pływaliśmy wzdłuż bojek. Pozostał trochę niesmak, trochę rozczarowanie, że tak krótko było nam dane nacieszyć się towarzystwem morskiego kumpla.

akumal-beach
Wieczorem większość plaż pustoszeje.

Czy da się pływać z żółwiami w Akumal za darmo?

Szukając informacji w internecie warto zwracać uwagę na datę publikacji, bo sytuacja w Akumal mocno zmieniła się na przestrzeni ostatnich lat. Wydzielone strefy pływania obowiązują od 2018 roku, a od roku 2020 pływanie w kamizelce ratunkowej możliwe jest tylko na wycieczkach z przewodnikiem. Wcześniej możliwe było wypożyczenie kapoka i samodzielne pływanie w strefie dla kamizelek. Niestety agencje turystyczne szybko przekalkulowały opłacalność tego rozwiązania i zlikwidowano wypożyczalnie kamizelek.

Nie bez przyczyny oczywiście strefa dla przewodników obejmuje obszar dna, gdzie trawy morskiej jest najwięcej. Cena godzinnego pływania w grupie to około 600 – 1000 peso za osobę (100-130 zł). Wycieczki organizują prywatne agencje, więc nie ma nawet pociechy w tym, że nasze pieniądze wesprą ochronę regionu.

Czy po naszych doświadczeniach wrócilibyśmy do żółwi w Akumal? Tak, ale zrobilibyśmy to inaczej. Wciąż nie zdecydowalibyśmy się na przewodnika, ale wybralibyśmy inną porę.

Żółwie, jak większość zwierząt, najbardziej aktywne są o świcie i zmierzchu, a w ciągu dnia odpoczywają. Zamiast odwiedzać je w okolicach godziny 9 rano, lepiej będzie przyjechać później. Około godziny 16, kiedy żółwie wracają na wieczorny posiłek, szansa spotkania ich w darmowej strefie będzie większa. O tej porze turystów w zatoce jest zdecydowanie mniej, a agencje przewodników powoli zwijają manatki. Mniejsza szansa napotkania w wodzie któregoś z pracowników praktykującego marketing przez zastraszanie.

Podsumowując, wciąż można spotkać w Akumal żółwie bez wykupywania kosztownych wycieczek zorganizowanych. Nie ma oczywiście gwarancji czy, i po jakim czasie się to uda. Jednak warto spróbować, bo doświadczenie obcowania z tymi stworzeniami jest niezwykłe.

Cenoty na Riviera Maya

Choć Jukatan cały naszpikowany jest tysiącami naturalnych basenów – cenotes, to właśnie na obszarze Riviera Maya odkryto najdłuższy na świecie system podwodnych jaskiń liczący prawie 350 km długości. Wypełnione krystalicznie czystą wodą cenoty stanowią nie tylko atrakcję dla nurków, ale także rajskie miejsca odpoczynku dla miejscowych i przyjezdnych.

Na poniższej mapce zebraliśmy najciekawsze naszym zdaniem cenoty położone niedaleko wybrzeża. My najchętniej odwiedzilibyśmy je wszystkie, ale w tej okolicy akurat udało nam się być tylko w jednej – La Calavera. Wybór jest ogromny, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Pod spodem znajdziesz krótki opis każdej z cenot – uszeregowane w kolejności od tych, które my odwiedzilibyśmy najchętniej.

La Calavera

cena: 250 peso (50 zł)

W tłumaczeniu z hiszpańskiego: “czaszka”, ponieważ do cenoty prowadzą trzy otwory – jeden duży i dwa małe niczym oczodoły, z lotu ptaka całość przypomina kształt czaszki. Wybraliśmy właśnie tą, ponieważ oferuje dużo atrakcji – skoki ze skał na różnej wysokości, malowniczą huśtawkę i drabinę (w sam raz na sesję zdjęciową) i najlepsze – wskakiwanie do wody przez “oczodoły”. Potrzeba trochę odwagi, aby się przełamać i rzucić do wody przez ten mały otwór w skale, ale dostarcza to satysfakcjonującej dawki adrenaliny. Teren jest niezbyt duży, dostępne są toalety, prysznice i leżaki przy cenocie.

Cenote la Calavera

Dos Ojos

cena: 350 peso / 600 peso (67 / 115 zł)

Z hiszpańskiego nazwę tłumaczy się jako “dwoje oczu”, to za sprawą charakterystycznego kształtu jaskiń. Dwie półotwarte cenoty prowadzą do systemu liczącego około 60km, woda jest ponoć tak przejrzysta, że wydaje się to aż nierealne. “Oczy” połączone są korytarzem o długości 400m z jedną grotą pośrodku.

Dostępne są dwie opcje zwiedzania: podstawowa z dostępem jedynie do otwartych części cenoty, lub pełna – z przewodnikiem. W drugiej opcji, podczas trwającej około półtorej godziny wycieczki, zwiedza się tunel najeżony stalaktytami oraz grotę nietoperzy. Sprzęt do snorklowania, płetwy i latarka są w cenie pełnego pakietu. Strasznie żałujemy, że nie udało nam się odwiedzić Dos Ojos, następnym razem koniecznie w opcji pełnej! (Wydaje nam się, że opcja “podstawowa” się nie opłaca – za tę cenę można znaleźć ciekawsze cenoty).

Carwash (Aktun-Ha)

cena: 50 peso (10 zł)

W latach 70’ cenota rzeczywiście służyła taksówkarzom za myjnię. Obecnie jest mało popularna i zwykle mniej zatłoczona od innych. Składa się z dwóch części – płytszego rozległego stawu i przyległej głębokiej jaskini dostępnej dla nurków. W części otwartej pod powierzchnią krystalicznie czystej wody można oglądać żółwie, ryby, a nawet słodkowodne (niegroźne) krokodyle. Warto zabrać swoją maskę i rurkę do nurkowania.

Sac Actun

cena: 35 USD (135 zł)

“Biała jaskinia” w języku majów to w zasadzie ogromny labirynt podwodnych jaskiń i korytarzy. W 2018 odkryto korytarz łączący Sac Actun z kompleksem Dos Ojos, tworząc tym samym najdłuższy znany system jaskiń na świecie. Wejście tylko z przewodnikiem, po drabinie zbiegającej przez niewielki otwór w ziemi. Cenoty są płytkie – w większości brodzi się w wodzie do pasa. Do zwiedzania udostępniono kilka jaskiń, w których podziwiać można niesamowite formacje skalne. W jednej z grot korzenie drzewa przebiły się przez sklepienie i sięgają dna cenoty. W innej można podglądać zwisające z sufitu śpiące nietoperze. Wycieczka trwa około 45 min, warto zabrać swoją latarkę.

Gran Cenote

cena: 180 peso (35 zł)

Jedna z najbardziej popularnych, często bywa zatłoczona. Dosyć płytka i duża, otwarta cenota oraz kilka jaskiń. Miejsce otoczone bujną zielenią, któremu uroku dodają drewniane kładki. Bardzo fajne miejsce do snorklowania z uwagi na ciekawe formacje skalne w jaskiniach oraz ich mieszkańców – małe żółwie i rybki. Możliwość wypożyczenia kapoka, maski i rurki za dodatkową opłatą.

Azul i Jardin del Eden

cena: 120 peso (23zł) – Azul, 200 peso (38zł) – Eden

Dwie urocze otwarte cenoty położone blisko siebie. Cenota Azul (błękitna) składa się z kilku różnej wielkości i głębokości basenów. Cenota Jardin del Eden przypomina rajskie ogrody za sprawą pięknej otaczającej ją zieleni. Obie cenoty wydają się być przyjemnym miejscem na relaks, woda w nich jest cieplejsza niż w większości innych cenot. Fakt, że położone są blisko siebie daje możliwość wybrania tej mniej zatłoczonej.

Inne atrakcje w pobliżu

Różnorodność Quintana Roo jest naprawdę ogromna i nie starczyło nam czasu na wszystkie zaplanowane atrakcje. Mamy jeszcze co najmniej dwa powody, żeby tam wrócić!

Strefa archeologiczna w Cobá

Piramida Ixmoja i należąca do grupy budynków Nohoch Mul.

Cobá to położona 40km od Tulum, dosyć rozgległa strefa archeologiczna, jeszcze nie do końca zbadana i odkryta. Jej głowną budowlą jest grupa Nohoch Mul z liczącą 42m piramidą, na którą można się wspiąć po 120 stopniach. Do piramidy można dojść na piechotę. Jednak jeśli chce się zwiedzić całą strefę, warto wypożyczyć rower (25 pesos przy wejściu), bo odleglości pomiędzy poszczególnymi budowlami są znaczne.

Rezerwat Biosfery Sian Ka’an

Objęty szczególną ochroną i wpisany na listę UNESCO obszar o powierzchni 625 tys. hektarów. „Sian Ka’an” w języku maja oznacza „miejsce gdzie narodziło się niebo„, już sama nazwa sugeruje jak unikalne są to tereny. Znajdują się tu obszary podmokłe z namorzynami, laguny, okresowo zalewane lasy równikowe oraz rafy koralowe. W rezerwacie znajdujś się też 23 strefy archeologiczne. Ogromna różnorodność fauny i flory niemal gwarantuje spotkanie któregoś z jej przedstawicieli. Od delfinów i manatów przez krokodyle, jaguary, pumy, tapiry, czepiaki, wyjce, aż po różowe flamingi i tukany. Zwiedzać najłatwiej z przewodnikiem, lub jeśli jesteś zmotoryzowany, możesz spróbować wynająć łódź na miejscu i zwiedzać na włąsną rękę.

Podsumowanie

Wybrzeże Riviera Maya to nie tylko zatłoczone kurorty! Da się znaleźć miejsca na spokojne plażowanie i na pewno warto poświęcić na to choćby jeden dzień. A gdy znudzi nam się leniuchowanie, można wybrać bardziej aktywne atrakcje i udać się do jednej z pobliskich cenot, na snorklowanie w poszukiwaniu żółwi morskich, lub na zwiedzanie strefy archeologicznej w Tulum. A wieczorem koniecznie zasiąść w jednej z knajpek w Tulum Pueblo i skosztować lokalnych specjałów!

W temacie...

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x