pixel
szkolenie rowerowe z Bike School

Z początkiem września na fali powrotów do szkoły skusiliśmy się na weekendowe szkolenie rowerowe z Bike School z Bielska-Białej. W stałej ofercie szkoły znajdują się jedno- i dwudniowe szkolenia techniki na poziomie podstawowym i zaawansowanym oraz tygodniowe zagraniczne obozy rowerowe. Pojawiają się też specyficzne szkolenia na przykład z serwisowania roweru lub dedykowane skokom. Nie ma obowiązku zrobienia szkolenia podstawowego, aby wybrać stopień zaawansowany. Przy zapisie wypełnia się ankietę, w której określa się poziom umiejętności.

My wybraliśmy poziom średnio-zaawansowany i taki mniej więcej był poziom grupy. Najważniejsze, że wszyscy dawali sobie radę i mieli dobrą zabawę. Jeśli szukasz szkolenia od podstaw zapraszam Cię na moją relację z damskiego szkolenia rowerowego w MTB Academy.

Co zawiera szkolenie?

Wedle informacji na stronie, w cenie szkolenia zawarte jest:

  • 10 godzin szkolenia podzielonego na dwa dni
  • ubezpieczenie NNW 20 000
  • zajęcia teoretyczne we własnej salce wykładowej z wykorzystaniem autorskich programów szkoleniowych
  • zniżki do sklepów Polar Sport i Crag Store w Krakowie
  • kawa i deser podczas przerwy na lunch
  • video-analiza
  • prezent niespodzianka

Cena w porównaniu do innych szkół na rynku jest mocno konkurencyjna. Za szkolenie rowerowe w Bielsku-Białej trzeba zapłacić 390zł, a w innych lokalizacjach 490zł.

Gdzie jeździliśmy?

Początki współpracy nie należą do najprzyjemniejszych, ponieważ na trzy dni przed szkoleniem, zostajemy poinformowani o zmianie lokalizacji. Z bike parku w Kasinie zostajemy przeniesieni do Bielska-Białej. Oczywiście mieliśmy już nocleg w Kasinie, więc czekało nas przeorganizowanie wszystkiego na ostatnią chwilę. Jednak trzeba przyznać, że kontakt z Bike School był bardzo dobry i udało się dogadać satysfakcjonujące rozwiązanie.

Szkolenie odbyło się więc na trasach Enduro Trails Bielsko-Biała i w bike parku w Szczyrku. Teraz krótka przerwa na czepialstwo. Po co wszystko teraz musi być “enduro”? Trasy enduro, szkolenie enduro. Rozumiem, że taka moda i że chwyt marketingowy, ale głowa już zaczyna boleć od tego wszędobylskiego enduro. Szkolenie „enduro” na trasach „enduro” z „enduro” według mojej definicji nie miało wiele wspólnego. Było to po prostu bardzo dobre szkolenie techniki jazdy na rowerze górskim i tyle. Alergie zaczynam mieć na “enduro”.

Dzień pierwszy

Zaczynamy od rozgrzewki i przypomnienia podstaw, czyli omówienia pozycji na rowerze. Jak wiadomo szkół jest tyle, co profesjonalnych riderów, więc bardziej niż “przypominamy” to “poznajemy” zasady uznawane przez Bike School. Bardzo cenię ludzi, którzy zamiast rzucać wartościami prawidłowego kąta zgięcia w stawach podkreślają, że luz na rowerze jest ważny. Dlatego metody naszego instruktora Krissa od razu przypadają mi do gustu.

Startujemy na Cygance od solidnych podstaw pokonywania zakrętów – małych bandek, a później zakrętów otwartych. Przyznam, że gdyby nie szkolenie, to raczej nie zaszczycilibyśmy Cyganki swoją obecnością. Mimo łatwiutkiej traski, cośtam można było już wynieść z uwag naszego trenera i on pewnie też zorientował się z jaką grupą ma do czynienia.

W Bielsku nie korzystamy z wyciągu na Szyndzielnię, drugim punktem programu jest więc podjazd na Cygana (wyczuwam elementy enduro). Tam ćwiczymy zakręty w bardziej naturalnym terenie i to, co okazało się najbardziej fascynujące dla mnie – dobór linii! Kriss jest doświadczonym zawodnikiem w DH i naprawdę wie o czym mówi. Duża dawka wiedzy na kilku prostych przykładach.

Po przerwie na lunch ruszamy z kopyta podjazdowym Daglezjowym do skrzyżowania z trasą DH+. Szczęśliwy dla nas wybór, bo akurat tej trasy w kompleksie jeszcze nie mieliśmy okazji zjeżdżać. Zatrzymujemy się przy kilku sekcjach korzeni i znów kilka przykładów doboru linii, miejsca dohamowania. Powoli wszystkie ćwiczone elementy składają się w całość i potęgują radość z płynności pokonywania trasy.

Na koniec lądujemy na placu treningowym, gdzie do znudzenia ćwiczymy loty na stolikach. Kriss poprawia, pokazuje i daje uwagi, aż najbardziej oporni w końcu odrywają się od ziemi. Dużo dobrej zabawy i cennych wskazówek.

skakanie na rowerze
Na placu treningowym Enduro Trails znajdziesz fajne pod kątem szkoleniowym stoliki.

Niestety na tym koniec, około godziny 14 żegnamy się i ustalamy, że kolejnego dnia szkolimy się w Szczyrku. Na pewno przydałaby się video-analiza pod koniec takiego dnia, szczególnie, że materiału filmowego nie brakowało. Na osłodzenie zbieramy się z ekipą kursantów, aby jeszcze raz wjechać na Kozią Górę, uzupełnić elektrolity i zjechać Twisterem – trafiliśmy na naprawdę fajną i różnorodną grupę.

Dzień drugi

Startujemy w Szczyrku wraz z otwarciem wyciągu. Tego dnia przerobimy zdecydowanie więcej zjazdów oszczędzając czas na podjazdach. W planach są wszystkie trasy niebieskie i czerwone szczyrkowskiego bike parku. Dla nas to totalna nowość, nigdy jeszcze nie udało nam się odwiedzić tej miejscówki.

Zaczynamy od Hip Hopy, górna część typowo rozgrzewkowa. W zamyśle stworzona jako jump line, niby są hopki i stoliki, ale tak jakoś no.. nie bardzo to chyba wyszło. Dolna część Hip Hopy jest nieco łatwiejsza i jakby bardziej dopracowana. Fajnie wyprofilowane bandy i parę przyjemnych stolików zachęca do powtarzania ćwiczeń z poprzedniego dnia. Zatrzymujemy się na kilku bandach żeby dopracować zakręty, ale niestety stawanie grupą na trasach bike parku przysparza nieco stresu zarówno nam, jak i innym zjeżdżającym. Nie bardzo jest gdzie bezpiecznie zejść w takiej ilości osób.

Na Hip Hopie rozpracowujemy jeszcze jeden stolik, a później, to co najbardziej mi się spodobało – sekcje kilku zakrętów. Płynne przechodzenie z bandy w bandę zawsze było dla mnie problematyczne. Ćwiczenia z Krisem pokazały zupełnie nowe podejście do tego typu elementów, co uznaję za ogromny plus.

Elementy szkolenia z doboru linii przejazdu. Przygotuj się na dużo chodzenia i… podchodzenia z rowerem.

Kolejny wjazd na Halę Skrzyczeńską i szykujemy się na rozpracowanie Otika. Czerwona trasa jest dużo bardziej naturalna, usiana kamieniami i dywanami korzeni. Ćwiczymy i obgadujemy praktycznie każdy trudniejszy moment – ścianki, wybór linii na korzeniach, dropy i co ciekawsze zakręty. Jeszcze nigdy nie zaprzyjaźniłam się tak szybko z żadną czerwoną trasą!

Na koniec Zbój – czerwona trasa biegnąca z Małego Skrzycznego, a kończąca się na starcie Otika. Po zawodach, które miały miejsce tydzień wcześniej i opadach trasa jest w stanie dosyć hardkorowym. Kilka ciekawych przeszkód jest zupełnie nieprzejezdnych, albo trzeba je omijać przez baseny błota. Wyciągamy ile się da, ale była to trochę bardziej walka z żywiołem, niż płynny przejazd.

Z Hali Skrzyczeńskiej do parkingu demokratycznie wybieramy ostatnią trasę szkoleniową – wypada ponownie na HipHopę. Za delikatną namową nasz instruktor decyduje się jeszcze zjechać dłuższy fragment za każdym z uczestników, żeby poprawić nas w bardziej naturalnych odruchach. Te wskazówki na koniec były naprawdę cenne i szkoda, że wcześniej nie zastosowaliśmy tej metody.

Na tym koniec szkolenia, zbijamy piątki, robimy pamiątkową fotę, dostajemy skarpety i żegnamy się.

My oczywiście uskuteczniamy jeszcze kilka zjazdów do zamknięcia wyciągów, bo przecież nie po to taki kawał się tłukliśmy, żeby nie wykorzystać czasu w 100%… to podejście nas kiedyś zabije.

Podsumowanie

Szkolenie w ogólnym rozrachunku oceniamy pozytywnie. Może nie było to coś, co wywróciło nasze rowerowe życie do góry nogami, ale było poprawnie przeprowadzone i na pewno każdy z uczestników wyniósł coś dla siebie.

Mimo, że podczas szkolenia omawialiśmy konkretne trasy, a w zasadzie konkretne przeszkody, to moim zdaniem większość wskazówek jest uniwersalna. Zdobyte wiadomości można spokojnie przełożyć na nowe miejsca i zastosować je później przy samodzielnym wyborze linii.

To, co wynoszę dla siebie to dohamowania. Zauważyłam, że mam skłonności do asekuracyjnego hamowania wszędzie gdzie się da. Zatem dobrze jak mi ktoś pokaże, gdzie faktycznie opłaca się to robić, a gdzie spokojnie można puścić się piecem. Wskazówki odnośnie poprawy pozycji na rowerze i poprawki do techniki pokonywania zakrętów to kolejne cenne doświadczenia.

Na plus również oceniamy ustalanie planu na bieżąco pod potrzeby i życzenia grupy. Mieliśmy wpływ na to w których miejscówkach chcemy jeździć i na jakich kolejno trasach. Nie musieliśmy się trzymać jakiegoś odgórnie ustalonego planu, ani odhaczać narzuconych punktów programu. Podobała nam się płynność i elastyczność!

Fajnie gdyby udało się wprowadzić więcej indywidualnego podejścia. Na fragmentach, których nie omawialiśmy instruktor zwykle jechał z przodu. Gdyby w tym czasie jechał na zmianę za każdym z uczestników mógłby wyłapywać nasze błędy “na bieżąco”. Wiadomo, inaczej jedziesz, kiedy skupiasz się na wykonaniu ćwiczenia, a inaczej kiedy “po prostu” jedziesz.

Video analiza pozostała również tylko w planach. Nawet nie bardzo dało się ją zrobić samemu w domu, gdyż materiały foto i video nie dotarły do nas w całości, mimo obietnic.

Czy polecilibyśmy szkolenie dla zaawansowanych z Bike School? Generalnie tak, chociaż fajnie gdyby szkoła popracowała nad niedociągnięciami. Jednak wychodzimy z założenia, że każde doświadczenie rowerowe jest cenne. Nie była to bardzo wysoka inwestycja, a stopa zwrotu w naszym rozrachunku była korzystna.

P.S. Nie było kawy i deseru w przerwie na lunch 🙁

W temacie...

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x